sobota, 22 marca 2014

Przygoda z Preciosa Ornela i skromny sutasz...

Witam serdecznie moich kochanych Czytelników :)
Pomimo wielkiej chęci tworzenia i opisywania wszystkiego dla Was na blogu znów zniknęłam i to na bardzo długo. Niestety w moim życiu nastąpił bardzo ciężki okres. Synek bardzo się rozchorował i wszystko poszło w odstawkę. Dziś znów siadam do pisania i sama nie wiem od czego zacząć - tyle zaległości.

Przede wszystkim zacznę od mojej wygranej :)
Jeszcze nigdy w życiu niczego nie wygrałam więc kiedy w lutym Preciosa Ornela postanowiła mnie obdarować paczką swoich koralików (lista wygranych) myślałam, że z radości odpadnie mi czubek głowy ;)
Kiedy wypełniałam ankietę zgłoszeniową  kliknij tutaj nawet przez głowę nie przeszła mi myśl, że coś z tego będzie a tu proszę 2-3 tygodnie później paczka leżała już u mnie na stole.
Rozpakowywałam ją z ogromną niecierpliwością a jej zawartość mnie oszołomiła - był to zaskakująco miły podarunek...1000 g koralików i inne drobiazgi Preciosa wyglądały tak:


Niestety, brak czasu spowodował, że paczka bardzo długo leżała na komodzie a moje oczy tylko dzień w dzień spoglądały na nią z utęsknieniem. Kiedy w końcu udało mi się do niech usiąść nie wiedziałam, które koraliki mam najpierw użyć i co z nich wyczarować w pierwszej kolejności.

Dotychczas powstała z nich bransoletka, do której użyłam cubic raw, a prezentuje się tak:




Fiolety, zielenie i benzynkowe granaty układają się wspaniale na ręce... w najbliższym czasie mam zamiar dorobić do nich kolczyki i naszyjnik (bądź zawieszkę).
Bransoletka w zeszłym tygodniu miała swój debiut na mojej ręce a obecnie na stole leży i czeka na wykończenie kolejna bransoletka....

Reasumując składam wielkie podziękowania dla PRECIOSA ORNELA za wspaniałą nagrodę, a Was zachęcam do  zapoznania się z regulaminem kliknij tutaj i wypełniania zgłoszeń. Kto wie może i Wam się poszczęści.

Jeszcze dużo wcześniej zanim powstała bransoletka powstały te kolczyki:


Sutasz nie jest moją mocną stroną - jakoś nie mam do tego cierpliwości - być może jestem zbyt pedantyczna i widzę zbyt dużo niedoskonałości. Może niektórzy uznaliby, że mój sutasz jest ładny i schludny jednak ja czepiam się każdej za mocno wciągniętej niteczki i krzywo ułożonego sznurka. Siedzę nad tym tak długo, że moja cierpliwość się kończy i moja praca też - zwykle ląduje w kartonie czy też pojemniku na śmieci. 
Nad tymi kolczykami postanowiłam trochę posiedzieć - udało się. Naszyjnik jednak czeka i jeszcze długo poczeka...jest nierozpoczęty - jak będę miała urlop, latem to do niego usiądę ;)
Kolczyki niestety mają srebrne sztyfty - niekoniecznie pasujące do całości ze względu na fakt iż mam straszne uczulenie na metale nieszlachetne.
Inspiracją do wykonania kolczyków były kamienie - piasek pustyni - które zakupiłam kilka miesięcy temu.

Na koniec taki mały komplecik. Niestety zdjęcie kiepskiej jakości - robione na prędko :(
Ostatnio mam jakąś słabość do cubic raw oraz do koralików metallic a komplet powstał z potrzeby na coś nowoczesnego i bardzo delikatnego.




Mam nadzieję, że wybaczycie mi tak długą nieobecność. 
Pozdrawiam Wszystkich moich wiernych czytelników w ten pierwszy wiosenny weekend i życzę dużo słońca.